23.09.2009
Sprawozdanie z I Terenowego Wyjazdu Płaziarzy
Wiosną 2009 roku na Forum Amphibia pojawiła się propozycja wspólnego, kilkudniowego wyjazdu w teren osób interesujących się płazami. Propozycję tę zrealizował Wojciech Suska, dzięki czemu w dniach 11-14 czerwca tego samego roku aktywni forumowicze spędzili razem weekend w Pieninach. W wyjeździe uczestniczyło siedem osób - Egzofarmer, Vaesse, Evereen z mężem, Wojtas, Woto oraz ja, czyli Yahilles. "Niefortunnie" na siedem osób przypadało trzech Wojtków.
Podczas pobytu w górach w ciągu dnia głównie przeważały wycieczki w poszukiwaniu płazów oraz wieczorami w miłej przyogniskowej atmosferze rozmowy na temat poglądów i sposobów hodowli.
Pierwszego dnia zbadaliśmy teren wzdłuż okolicznej rzeki. W pobliskiej kałuży znaleźliśmy godujące kumaki górskie (
Bombina variegata) w różnych stadiach rozwoju - skrzeku, kijanek, młodych ropuszek i dorosłych osobników, a w zatoczkach rzecznych, utworzonych przez spore skały, kijanki ropuch. Po drodze spotkaliśmy też dorosłego osobnika żmii zygzakowatej (
Vipera berus).
Dzień drugi charakteryzował się zmienną pogodą. W trójkę (ja, Woto i Wojtas) wybraliśmy się w pieszą wędrówkę nieco dalej od naszej miejscowości noclegowej, Evereen oraz jej mąż wybrali się na zwiedzanie, a Egzofarmer oraz Vaesse wybrali się na trasę w późniejszych niż inni godzinach i również zajęli się przeszukiwaniem lasów w innym rejonie. Skupię się na tym, co znalazła nasza trójka, bo przy tym byłem, rzecz jasna. Gdy wychodziliśmy z wioski do lasów państwowych było wilgotno po deszczu, ale właśnie zaczynało się przejaśniać. Obok szerokiej, żwirowej drogi, na której znajdowały się doskonale widoczne ślady wycinki drzew, płynął drobny, kamienisty strumyk, a raczej ciek wodny, w którym ruchu wody prawie nie było. Ogólnie mówiąc, krajobraz wyglądał jałowo i kamieniście. W strumyku co i raz spostrzegaliśmy kolejne kumaki górskie (
Bombina variegata), kryjące się w nieco głębszych odcinkach maleńkiego zbiornika. W niektórych miejscach znajdowaliśmy kumaki pod kamieniami, siedzące w błocie wyschniętego cieku. Zaglądając w innym miejscu pod kamienie i kawałki kory znaleźliśmy maleńką, około 8-centymetrową salamandrę plamistą (
Salamandra salamandra i w kilku różnych miejscach - młode, okołodwuletnie ropuchy szare (
Bufo bufo). W leśnej kałuży Woto znalazł nasze pierwsze traszki - parkę godujących traszek górskich (
Mesotriton alpestris). W zbiorniczku wodnym było też sporo larw. Niedaleko od kałuży płynął już bardziej wartki strumyk, otoczony gęstą roślinnością. Zgodnie z przewidywaniami, w większych jego odcinkach spotkaliśmy sporo larw salamander plamistych.
Idąc w przeciwnym kierunku, niż wybraliśmy na rozwidleniu dróg blisko początku naszej trasy natrafiliśmy na bogate siedliska kumaków górskich w strumyku porośniętym ponikłem i, co ciekawe, glonami zidentyfikowanymi przez Wojtasa jako przedstawiciele rodziny ramienicowatych. Obecność glonów w cieku głębokim na jakieś dwa centymetry oraz ślady mułu na liściach ponikła wskazywały, że przez dłuższy czas strumyk bywa zalany na dużo wyższy poziom. Co ciekawe, z powodu glonów obficie zarastających co większe kałuże, niektóre kumaki miały na grzbietach jasnozielone plamy. W kałużach poza dorosłymi kumakami można było też znaleźć dużo skrzeku i kijanek. Pogoda ciągle się zmieniała - momentami przychodziły chmury i wiatr, by za chwilę wracało słońce, zmuszając nas do zdjęcia dopiero co zapiętych kurtek. Po znalezieniu kolejnych traszek górskich oraz pięknej pary traszek karpackich (
Lissotriton montandoni) ruszyliśmy dalej w górę, jednak złapała nas potężna ulewa, na skutek której cała droga zmieniła się w jedno wielkie bagno a strumyki, dotychczas krystalicznie czyste - w żółte rzeczki zamulonej wody. Była i dobra strona - deszcz sprowokował do wyjścia na drogę dwie kolejne, bardziej podrośnięte salamandry plamiste, które mimo swego krzykliwego ubarwienia dawały się zauważyć dopiero krok przed sobą.
Trzeciego dnia wybraliśmy się w te same okolice, przy czym tym razem w pięć osób, bo nie towarzyszyli nam już tylko Egzofarmer i Vaesse. Pogoda była cieplejsza i nie padał deszcz. Niestety wczorajsze traszki karpackie zniknęły a w kałuży został już tylko sam samiec traszki górskiej, więcej salamander nie znaleźliśmy - tylko kumaki i dwie samice traszek górskich w innym miejscu. Następnie weszliśmy na grzbiet góry, z którego był dobry widok na okolicę i ruszyliśmy inną drogą powrotną, gdzie nie znaleźliśmy już nic, poza kilkoma larwami salamander i dżdżownicami rosówkami. Wróciliśmy do Kacwina zadowoleni z wycieczki.
Następnego dnia pożegnaliśmy się i wyruszyliśmy w podróż powrotną. Ja jako ostatni trafiłem do domu - do busa z Kacwina wsiadłem około godziny jedenastej, a z pociągu w Poznaniu wysiadłem o 23. Byłem niemożliwie zmęczony, ale równie szczęśliwy z tak udanego wyjazdu.
Dla zainteresowanych - bo wszystkich płaziarzy zapraszamy na zlot w tym terminie w przyszłym roku - bez kosztów podróży wyszło 90 zł od osoby za pobyt, przy czym należało ze sporym wyprzedzeniem wpłacić 20 złotych zaliczki.